piątek, 24 października 2014

ROZDZIAŁ 1

*Oczami Kuby*

Jak tylko odprowadziłem Ole,ruszyłem do kwiaciarni w której miałem zamówiony bukiet czarnych róż.Następnie skoczyłem ogarnąć dom.Tak,nie mieszkam z rodzicami...Właściwie nie mam rodziców odkąd dowiedzieli się że jestem gejem wyrzucili mnie i moje rzeczy z domu.Zakazali mi w jakikolwiek sposób kontaktować się z nimi.
Trochę mnie to boli ale przecież to nie moja wina , że jestem gejem.
Co prawda nie mieszkam w pięknym domu z basenem ale mam swoje malutkie mieszkanko w bloku.
Moje mieszkanko składa się z malutkiej kuchni połączonej z salonikiem:

sypialni :

i malutkiej łazienki:.

Nigdy nie mam problemu z ogarnięciem tak malutkiej powierzchni.
Zawsze znajomi śmieją się ,że jestem gejem i dlatego jest u mnie taki porządek ale tak na poważnie to zawsze miałem obsesje na punkcie porządku.
Dochodziła 15 za pół godziny miał przyjść Darek.Dzisiaj zostanie na noc pierwszy raz odkąd jesteśmy parą. Nigdy nie zrobiliśmy tego...Jestem gejem,podobają mi się mężczyźni ale jak pomyślę o tym źle się czuję.
Rocznica wymagała by pójścia do restauracji na romantyczną kolację przy świecach ale my zamówimy pizze i obejrzymy parę filmów.
Jesteśmy tym całkowicie usatysfakcjonowani widujemy się średnio raz na 2 a czasami 3 miesiące... to zdecydowanie za rzadko jak bycie z kimś w związku.Wszystko to przez odległość mieszkam w Krakowie a on wiecznie pracuje za granicą. Jest 'dźwiękowcem' -ustawia dźwięk na koncertach wielkich gwiazd. To jego hobby nic z tym nie zrobię ...
Ubrałem szare dresy ze ściągaczami na dole,szary t-shirt z nadrukiem flagi amerykańskiej i czerwone vansy.

Położyłem róże w sypialni na pościeli,wyciągnąłem ulotkę pizzeri z numerem , zamknąłem dom i wyszedłem.
Darek przyjeżdża autokarem z Niemiec-ostatnio miał tam ustawiać dźwięk na koncercie Taylor Swift...nie trawi tej laski.
Mieszkam w samym centrum Krakowa więc do postoju i przystanku autokarów i busów mam około 10 minut.
Nie mogłem się doczekać,czułem jakby coś w brzuchu mnie łaskotało.Tak bardzo za nim tęsknie, tak bardzo go kocham a to już dzisiaj,teraz za chwilę.

*Oczyma Darka*

- Proszę zacząć pakować swój bagaż podręczny i powoli przygotowywać się do opuszczenia środku transportu.- usłyszałem przyjemny głos kobiety siedzącej obok kierowcy.
Nie mogę wysiedzieć już tutaj,umieram z niecierpliwości z każdym kilometrem czuje wypełniające mnie ciepło. Czuję zapach jego perfum, widzę jego piękny uśmiech i spokojny głos, który zawsze zna rozwiązanie wszystkich problemów i kwapiących mnie spraw.
Odblokowałem telefon : żadnych nowych wiadomości a na tapecie pogodna twarz mojego Kuby...
Nagle zarzuciło wszystkimi pasażerami a kobieta oznajmiła przyjaźnie :
- Podróż dobiegła końca , proszę powoli opuszczać autokar .Dziękujemy za wybranie naszych linii transportu.
O mój Boże...,to już.- pomyślałem wyglądając przez szybę.
Przystanek był pełny ludzi czekających na swoich bliskich, wzrokiem szukałem mojego chłopaka.
Zabrałem torbę i szybkim krokiem opuściłem autokar.Uderzyło mnie świeże powietrze,nadal go nie widziałem.
Czułem jak serce mi bije...
A jak nie przyjdzie,jak znalazł sobie kogoś tutaj w Krakowie.-pomyślałem czując cios w sercu.
Nagle poczułem ciężar na plecach i coś zasłoniło mi oczy.
Tak, to był Kuba. Nie mogłem uwierzyć, że mam go teraz tylko dla siebie nic innego nie miało w tym momencie żadnego znaczenia.
Tylko on i ja. 
Zeskoczył prędko z moich a pleców a ja rzucając torbę wpadłem w jego ramiona trwaliśmy w uścisku przez kilka minut , czuliśmy wzrok ludzi patrzących na nas z pogardą.
- Tak bardzo Cię Kocham .-wyszeptałem i poczułem,że łza spływa po moim policzku.
Jestem chłopakiem nie powinienem płakać ale to tak wzruszający moment że nie mogłem tego zatrzymać w sobie.
- Ja Ciebie też , czekałem. Codziennie o tobie myślałem...-również szepną łamiącym się głosem .
Oderwaliśmy się od siebie i chwytając swoje dłonie ruszyliśmy.Nic nie sprawiało większej przyjemności niż świadomość, że jesteśmy teraz razem.Wszystko inne tak jakby zniknęło...



piątek, 17 października 2014

PROLOG

 *Z perspektywy Oli*


        Ostatnia lekcja dobiegała końca,pochylona nad zeszytem odliczałam ostatnie minuty lekcji.Jak zwykle na matematyce(jak na wszystkich pozostałych lekcjach)siedziałam sama w ostatniej ławce.
Skrzeczący głos pani Kafel oderwał mój wzrok od pustej kartki zeszytu:
-Czego znowu tu szukasz Jakubie?
-Pani z Fizyki prosi Olę.-powiedział puszczają do mnie oczko.
- Nie dadzą człowiekowi w spokoju dokończyć lekcji .Tylko w kółko jakieś uwagi,polecenia i prośby .
No nie zniosę tego .- zrzędziła starsza nauczycielka  poruszając się w tę i z powrotem .
- To mogę iść ?-zapytałam posyłając jej nieśmiały uśmiech.
- A idź w diabły.-powiedziała i machnęła ręką.
Szybko spakowałam swoje rzeczy i ruszyłam w stronę Kuby .
-Dziękujemy , Do widzenia .-odparliśmy równocześnie ,wychodząc .
       Po wyjściu z sali odetchnęłam z ulgą, ledwo siedziałam na tej okropnej lekcji. Idąc w stronę sali fizycznej usłyszałam za sobą głos Kuby :
- A ty gdzie księżniczko?- zapytał roześmiany.
- No pani z fizyki...-zaczęłam.
- Hahahahahaha,serio?Aż tak wiarygodny byłem?-zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Jesteś chory.-parsknęłam śmiechem idąc za nim w stronę wyjścia ze szkoły.
-Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia.-powiedział otwierając przede mną drzwi wyjściowe.
-Już się boję.-wymamrotałam.
-Więc dzisiaj mija dokładnie rok odkąd jestem z James'em i razem postanowiliśmy,że pojedziesz z nami jutro na koncert.-powiedział optymistycznie.
-Jeju to bardzo miłe z waszej strony,ale po pierwsze nie chcę wam siedzieć na głowie podczas waszej rocznicy a po drugie nie wiem ile to wszystko będzie kosztować...,no wiesz .- odparłam z nieco mniej zadowolona.
-Naiwna,naiwna Ola.Rocznica jest dzisiaj,idziemy wieczorem do niego do domu na kolację i spędzić razem czas. Jutro jest koncert co prawda trochę daleko ale już wszystko zapłacone. Nie masz wyboru!-powiedział obejmując moje ramię.
-To naprawdę wspaniale, jesteście kochani.Powiecie mi ile dokładnie to kosztowało a obiecuję oddać wam wszystko.- powiedziałam opierając głowę na jego ramieniu.
-Chyba żartujesz.Nie ma mowy.Zawsze nam pomagasz,przyjaźnimy się,nie możesz zawsze siedzieć sama w domu.-powiedział.
-Będę się czuła głupio...,a tak w ogóle to na czyj koncert i gdzie dokładnie jedziemy?-zapytałam zaciekawiona.
-NIESPODZIANKA!-zawołał pokazując mi język.
-Nienawidzę Cię!-powiedziałam lekko go odpychając.
-Też Cię kocham powiedział ponownie mnie obejmując.
-To jutro o 5 rano będziemy pod twoim domem,spakuj sobie lepiej piżamę i parę ciuchów.-oznajmił.
- To na ile my wyjeżdżamy?A szkoła i w ogóle?-zaczęłam wypytywać.
-Szkoła?Jutro jest piątek a oceny dzisiaj zostały wystawione.-odparł.
-No dobra...-powiedziałam uśmiechając się.
- Do jutra.-powiedział całując mnie w policzek i przytulając.
- Paa!-powiedziałam idąc w stronę domu.

     
      Nie mogłam w to uwierzyć w jednej chwili dowiaduję się,że wyjeżdżam na jakiś czas do zupełnie innego kraju. 
Nierealne...,a jednak.
Może ma rację,nie będę siedzieć bezczynnie w domu i użalać się nad sobą .