sobota, 29 listopada 2014

ROZDZIAŁ 5


* Oczami Oli *



 Nie wiedziałam co się dzieje... to było nie realne ,jego dłonie głaskały moje plecy ,jeszcze kilka sekund a jego usta złączą się z moimi.

Czułam jak robi mi się ciepło i słabo. Nie chciałam żeby to robił.
 Jego usta delikatnie musnęły moją wargę, jego oczy były zamknięte. 
Nie mogłam dalej na to pozwolić , był moim przyjacielem i na dodatek GEJEM.
Jak oparzona odskoczyłam od niego i zerwałam się z łóżka. Narzuciłam na plecy torbę wybiegłam z mieszkania.
Zbiegałam po schodach, słyszałam za sobą głos Kuby :
- Ola!
Kiedy znalazłam się przed blokiem, poczułam ulgę . Miałam ochotę zakopać się pod kołdrę i zasnąć, niestety nie mogłam wrócić na razie do domu. Dochodziła północ, musiał gdzieś spędzić noc. 
Ostatecznie zdecydowałam, że spędzę noc w domku na drzewie który zbudowali mi rodzice kiedy miałam 10 lat. Co prawda domek znajdował się na moim ogródku ale tam czułam się bezpiecznie.
    

***


Dochodziłam do domu, otworzyłam lekko skrzypiącą bramkę i przemknęłam koło domu. Światła były pogaszone a wokół panowała zupełna cisza. Włączyłam latarkę w telefonie i w drapałam się po drabince z liny na drewnianą konstrukcję .
Wbrew pozorom domek na drzewie był zadbany i solidny :
Drabinka prowadząca na jego szczyt była bardzo długa, domek był co 3 lata malowany i konserwowany, na zimę rodzice zawsze szczelnie przykrywali go grubą folią aby warunki pogodowe i zwierzęta nie zniszczyły go. 
Na szczęście zbliżały się wakacje a nocy były bardzo ciepłe, położyłam plecak pod ścianką i położyłam się na ziemi, było tu na tyle miejsca że mogły by tu leżeć jeszcze 2 osoby, pod głowę położyłam rękę a nogi podciągnęłam pod brzuch. Powoli zasypiałam...


***

Obudziło mnie wibrowanie telefonu. Pewnie mama - pomyślałam, przeciągając się,było strasznie ciepło, promienie słońca wpadały przez malutkie okienko. Oparłam plecy o ścianę i odblokowałam telefon. To nie była mama ...
Kuba dzwonił 9 razy i napisał 4 wiadomości.
 Nie miałam siły ani ochoty widzieć się z nim, to nie było fair z mojej strony ale chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć i ochłonąć.
 Zablokowałam telefon, zrzuciłam plecak przez okno i zaczęłam schodzić po drabince.
Ptaki głośno śpiewały a słońce ogrzewało soczyście zieloną trawę. Przechodząc obok domu przez okno balkonowe widziałam rodziców w kuchni wyraźnie czymś rozbawionych. Oni są chorzy... -pomyślałam czując pulsujący ból głowy.
Otworzyłam drzwi wejściowe i zdjęłam buty w przed pokoju. 
- Ola ?- usłyszałam przyjazny głos mamy dobiegający z salonu. 
- Tak ?- zapytałam idąc w jej stronę.
Od razu przywitał mnie Cordis,liżąc moją twarz.
- Dziecko gdzie ty się podziewałaś ?- zapytała z troską w głosie.
- No  jak zawsze u koleżanki byłam.
- Jesteś pewnie głodna ?- zapytała krzątając się przy garnkach.
- Nie.- odparłam skrobiąc psiaka za uchem.
- Popatrz jak ty wyglądasz, zobaczysz skończysz w szpitalu.- powiedziała mierząc mnie wzrokiem.
- Mamo...- zaczęłam.
- Nie ma dyskusji , proszę się ogarnąć i przyjść do nas na śniadanie. Mamy z tatą dla Ciebie nowinę.- powiedziała z entuzjazmem.
- Taa.-wymamrotałam szeptem.
-Mówiłaś coś ?- zapytała .
- Nie nic.- odparłam idąc do swojego pokoju.



* Z perspektywy Carmen *



Obudził mnie irytujący dźwięk alarmu w telefonie. 
Byłam wykończona, dzisiaj znowu śnił mi się dom dziecka. 
Pamiętam jak byłam traktowana ,  twarze otaczające mnie tam na co dzień . Takich wspomnień nie da się wymazać.
Powoli zsunęłam się z łóżka i ubrałam kapcie.
Wynajmowałam mieszkanie razem z dwoma starszymi koleżankami. One studiowały więc praktycznie ciągle ich nie było w domu, tak jak dzisiaj.
Zwlokłam się do kuchni,na blacie kuchennym leżały 2 kubki i 2 talerze z resztkami jedzenia.
Musiały bardzo się śpieszyć , nigdy nie zostawiają po sobie naczyń.- pomyślałam zmywając ich talerze i kubki.
Dochodziła 10.30 musiałam się pośpieszyć o 15.00 zaczynałam pracę a musiałam zrobić jeszcze zakupy.
Wyjęłam z lodówki mleko a z szafki moje ulubione płatki i miseczkę.
 Nasypałam odrobinę płatków i zalałam je mlekiem. Usiadłam przy oknie i zaczęłam przeglądać INSTAGRAMA jedząc śniadanie.

sobota, 22 listopada 2014

ROZDZIAŁ 4

* Oczami Carmen *

- No biegnij !- krzyknęłam, kolejny raz popychając go.
- Niech idzie w cholerę ! - bełkotał Darek uwieszając się na mnie.
- Weź mnie zostaw i idź za nim, jeszcze go dogonisz.- powiedziałam zdenerwowanym głosem.
- Nigdzie nie idę, mam już dosyć tego frajera. Rocznice se chłopak wymyślił ...- mamrotał rozbawionym głosem.
- Jak możesz...- powiedziałam, w tym samym momencie Darek wyciągnął ręce w moją stronę a ja odskoczyłam w drugą stronę.
Runął na ziemię..., nie był to moment do śmiechu ale ledwo się powstrzymałam.
- Kurwa ! - zaczął przeklinać dosyć głośno.
Badawczym wzrokiem spojrzałam na niego i ruszyłam w drugą stronę .
- Wracaj tu ! Jeszcze nie skończyłem!- wydzierał się ochrypłym głosem, próbując wstać.
Nie powinnam go zostawiać w takim stanie pijanego, nie powinnam dopuścić do tej całej sytuacji. Jeżeli wszystko nie wróci do normy to sobie tego nie wybaczę...- pomyślałam obracając się za siebie ostatni raz.


* Z perspektywy Oli *

Panowała żałobna cisza, z każdą sekundą czułam że jest coraz gorzej, słyszałam niespokojny zmęczony oddech Kuby.

Krew na jego pięści zaschła, oczy miał przepełnione łzami ale ani jedna z nich nie wypłynęła.
Doszliśmy do jego bloku przed którym się zatrzymał.
- Kuba...-zaczęłam łamiącym się głosem a on gwałtownie ruszył w moją stronę i wtulił się w moje ramiona. 

Delikatnie pogładziłam jego włosy czując łzy na moim swetrze i szyi.
- Już dobrze.-wyszeptałam jak do małego dziecka.
-Popatrz do czego to wszystko doprowadziło- powiedziałam dotykając jego zranionej pięści.
- Chcesz się wykończyć?- zapytałam spoglądając w jego wilgotne oczy.
Nie wydusił z siebie ani słowa...,po długiej chwili wypuścił mnie z uścisku a ja objęłam go w pasie i ruszyłam w stronę jego klatki i  piętra.
Wygrzebał z kieszeni kilka kluczy i otworzył dom, w środku jak zawsze panował ład i porządek, nawet można by  stwierdzić że dzisiaj było tutaj jeszcze czyściej niż zwykle.
Kuby ruszył w stronę łazienki a ja zaczęłam rozglądać się po domu.
Dosyć dawno tutaj nie byłam, ostatnimi czasy spotykaliśmy się u mnie albo przesiadywaliśmy na opuszczonym dworcu.
Weszłam do sypialni, pierwsze co rzuciło się w oczy to czarny bukiet róż leżący na białej pościeli.
Podniosłam je i powąchałam, w tym samym momencie do pokoju wszedł Kuba a ja upuściłam je na ziemię.

- Proszę możesz je wyrzucić?-zapytał smutnym opanowanym głosem.
-Oczywiście...- odparłam idąc otwierając okno i wyrzucając je jak najdalej .
- Nie tak dosłownie...- mruknął a na jego twarzy przez kilka sekund widniał uśmiech.
- Co z ręką?-zapytałam.
- Zmyłem z niej krew.-powiedział siadając na łóżku.
- Będę musiała to odkazić i w ogóle.- powiedziałam idąc po apteczkę.
Po krótkiej chwili wróciłam z wodą utlenioną, plastrami ,bandażem , watą i chusteczkami  .
- Daj spokój, nie mam 5 lat nic mi nie jest.- mruczał.
- Wolisz jechać do szpitala?-zapytałam siadając po turecku naprzeciwko niego i ostrożnie podnosząc jego dłoń.
Kiedy z bliska zobaczyłam jego ranę po skórze przeszedł mi nie przyjemny dreszcz.
Odkręciłam wodę utlenioną i spojrzałam w jego oczy wpatrujące się we mnie, wiedziałam że zaboli go gdy to poleję. Musiałam to zrobić..., powoli wylałam kilka kropel obserwując jego reakcję.
Zaczęłam wyjmować chusteczkę aby otrzeć nadmiar wody, kiedy on wyjął z mojej dłoni chusteczkę i przybliżył moje ciało  do swojego.
Czułam jego ciepły oddech i wpatrywałam się w jego oczy, jego ręce i dłonie oplotły moją talię . Jego twarz była coraz bliżej, dzieliło nas kilka centymetrów...

wtorek, 11 listopada 2014

ROZDZIAŁ 3

    PUŚCIE SOBIE TĄ PIOSENKĘ


NOWA POSTAĆ

Carmen Slows
17 letnia dziewczyna. Pochodzi z Londynu lecz od 3 lat sama mieszka w Polsce.
Jej rodzice oddali ją do domu dziecka. Nie ma chłopaka, pracuje jako kelnerka w pubie .








 * Oczami Oli *
 

Powoli zaczynało się ściemniać... ,siedziałam oparta o pomarańczowe cegły starego nieczynnego budynku dworca.
Zawsze jak miałam jakiś problem przychodziłam tu i przeczekiwałam go, co prawda po ciemku było tu przerażająco ale jeszcze zostało trochę czasu...
W dłoni trzymałam telefon, licząc że niebawem ktoś zadzwoni, napisze sms... cokolwiek.


* Z perspektywy Kuby *
Grzebałem w deserze, który wystygł i stracił swój urok.
Po mojej prawej stronie siedziała urocza kelnerka pochłonięta rozmową z MOIM chłopakiem.
Odkąd przyniosła nam deser, Darek nie daje jej odejść .
Dziwnie uczucie...,dzisiaj jest nasza rocznica- powinniśmy teraz rozmawiać, wspominać, przytulać się a jest zupełnie inaczej.
Najgorsze, że to nie ona przyczepiła się go tylko on jej.
Zawsze zastanawiam się czy on w ogóle mnie kocha i czy on jest gejem.
Jestem jego pierwszym chłopakiem , odkąd dziewczyna z którą był 3 lata z nim zerwała został gejem. Czasami wydaje mi się że widujemy się raz na kilka miesięcy po to żeby mógł się mną pobawić .

Czekałem na niego tak długo a tymczasem on był tak zafascynowany brunetką o imieniu Carmen , że nawet nie zauważył że wyjąłem telefon .

***
Przez chwilę patrzyłem pustym wzrokiem w wyświetlacz telefonu aż zacząłem pisać sms'a do Oli :

'MASAKRA! -.-'

Po chwili otrzymałem odpowiedź :

'Nawet nie wiesz jaka masakra...'

Bez zastanowienia wysłałem :

'Za 10 minut będę przy murze ;)'


* Oczyma Oli *

Po plecach przechodziły mi ciarki... Było ciemno i do tego miałam wyrzuty sumienia. Dzisiaj jest rocznica Kuby i Darka a on tu idzie. Napisał ze 100 sms'ów że ma zostać z Darkiem ale ani jednego nie odebrał .
Nie chciałam żeby przeze mnie pokłócił się Darkiem, którego widzi tak rzadko.

Usłyszałam dziwny szelest i poczułam dym papierosa, zerwałam się z ziemi i zaczęłam rozglądać się dookoła świecąc latarką z telefonu .
- Jestem tutaj.- powiedział znany mi łagodny głos Kuby.
Był pozbawiony tego entuzjazmu, który zawsze z niego kipiał .
- Obiecałeś , że rzucisz to gówno.- rzuciłam wyrywając mu papierosa z ręki i przypalając sobie lekko skórę.
- Auuu.- szepnęłam rzucając papierosa i depcząc go .
- Wszystko się pieprzy.- odparł uderzając pięścią o mur .
- Przestań! Oszalałeś ?- zawołałam obejmując swoją dłonią jego pięść.
Poczułam lekko wilgoć, trochę krwi spłynęło po mojej dłoni.
- Popatrzy co narobiłeś ?- powiedziałam z wyrzutem,patrząc mu w oczy.
- Idziemy na pogotowie niech ci to opatrzą i prześwietlą .- powiedziałam próbując w ciemności dostrzec ranę .
- Nigdzie nie idę.- burkną siadając na ziemi.
- Nie pozwolę żebyś tu siedział i cierpiał. Albo idziemy do lekarza albo sama to opatrzę i wszystko mi opowiesz.- powiedziałam stanowczo, siadając obok niego.
- Wybieram drugą opcje.- powiedział opierając głowę o zimny mur.
- Więc co się dzieje?-zapytałam, chowając telefon do torebki.
- Chodź idziemy stąd, powiem Ci po drodze.- powiedział podnosząc delikatnie moje ramiona .
- Gdzie ?- zapytałam zaniepokojona.
- No do mnie , widzę że tobie też nie poszło dzisiaj.- powiedział biorąc mnie pod rękę jak zawsze.
- A co z Darkiem?-zaczęłam.
- Wszystko było zajebiście puki nie weszliśmy do tego pieprzonego pub'u i tam on normalnie przyczepił się do kelnerki.
Zupełnie mnie olał...,non stop rozmawiał z nią o jego pracy . Kiedy powiedziałem mu że zostawię ich samych mrugnął i kontynuował rozmowę.- mówił rozżalonym głosem.
- Nigdy nie czułem się tak frajersko jak dzisiaj.- ciągle mówił wpatrując się w ziemię .
Nagle patrząc na ławkę zobaczyłam Darka całującego się z dziewczyną o brązowych włosach . Modliłam się żeby teraz tego nie zobaczył, w tym momencie wypuścił moją rękę i zaczął iść w ich stronę.
Jego krok był lekko zachwiany.
Z daleka widziałam jak popycha lekko wstawionego Darka, który śmieje mu się w twarz i zaniepokojoną minę dziewczyny.
- Żebyś tego nie żałował !- powiedział na tyle głośno , że byłam w stanie to słyszeć.
- A tobie życzę powodzenia !-zakończył odwracając się i idąc zupełnie w inną stronę niż ja stałam.
Spojrzał ze smutkiem na Darka, zupełnie nie wzruszonego rozmową i pobiegłam za Kubą.
- Proszę nic nie mów.- wyszeptał.
W milczeniu próbowałam dotrzymać mu kroku idąc w stronę jego domu.
Co to wydarzyło się dzisiaj po szkole w moim domu straciło znaczenie, to było o wiele gorsze...



ROZDZIAŁ 2

* Z perspektywy Oli *

Spokojne dźwięki Lany Del Rey - 'Young and beautiful' koiły mój strach .
Niestety zbliżałam się do domu...
Czułam jak coś kującego podchodzi mi pod gardło. Każdy krok zbliżał mnie do domu.
To jest tragiczne, moi znajomi niemal że biegli do domu ciesząc się , że mogą odpocząć. U mnie było zupełnie inaczej- odpoczywałam w szkole , w domu próbowałam przeżyć.
Nienawidzę tego , nienawidzę ich. Nie miałam żadnego wsparcia, rodzice uważali że mnie ich awantury nie dotyczą, mój brat który jako jedyny mnie rozumiał olał mnie ... Stwierdził że ma 25 lat i swoje życie. Nie przejmuje się tym , woli iść do znajomych, na imprezę albo do dziewczyny.
W trakcie awantury nie radziłam sobie psychicznie, to nie była przesada, którą wszyscy mi tak usilnie wmawiali. Każda koleżanka, 'przyjaciółka' będąca w moim domu raz na tydzień, miesiąc stwierdzała , że mam w domu zarąbiście a moi rodzice są  w sobie zakochani i spokojni .
To były POZORY !
Nikt nie widział tego piekła jakie ja przeżywałam, nikt nie słyszał tych krzyków, przekleństw, rzucania przedmiotami i przemocy .
Bałam się , wiele razy kiedy byli ' spokojni ' próbowałam im to powiedzieć. Kończyło  krzykiem i awanturą. Podsumowanie było proste :
- Jesteś 18-letnią gówniarą, masz wszystko co chcesz : dom nad głową, firmowe ciuchy i wszystkie podstawowe i ponad podstawowe warunki życia. Jakie ty możesz mieć problemy ?!
A mogę ...


 ***

Stanęłam pod domem, wydałam z siebie cichy histeryczny śmiech. Drzwi były zamknięte a w uszach miałam słuchawki mimo to słyszałam agresywny ryk moich rodziców. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ojca szarpiącego mamę za ramiona . Łza spłynęła mi po policzku .
- Puszczaj ją! Chory jesteś ?- wrzasnęłam.
- Zamknij mordę i wypier***** z tąd gówniaro.- krzyczał wypychając mnie za drzwi .
Krzyknęłam na całe gardło w zamian za co on z całej siły uderzył mnie w policzek mówiąc :
- Jesteś taka jak twoja matka. Nienawidzę was obu !
Po tych słowach trzasną drzwiami i przekręcił klucz .
Dotknęłam ręką pulsującego policzka :
- To ja Cię nienawidzę !- krzyczałam aż mój głos ochrypł .
Słyszałam stłumione jęki :
'puszczaj mnie' i przekleństwa .
W takich sytuacjach uciekałam z domu. Nie miałam zamiaru siedzieć w domu, rodzice zawsze mi zakazywali wychodzenia. Chyba uwielbiali jak siedziałam i trzęsłam się ze strachu.
Teraz miałam to szczęście i nie szczęście że mogłam iść gdzie chce ,ale z drugiej strony jutro wyjeżdżam i muszę się spakować i im powiedzieć.
Trudno, boję się o mamę ale ja też muszę w końcu odpocząć i żyć normalnie . Tak bardzo cieszę się, że jutro wyjeżdżam...
   Z torbą na ramieniu ruszyłam przed siebie, nie miałam pojęcia gdzie pójść. Od dłuższego czasu Kuba namawiał mnie żebym wyprowadziła się z tego chorego domu. Obiecywał mnie że zawsze mogę liczyć na niego i jego mieszkanie .
Najchętniej zadzwoniłabym do niego i wypłakała mu się ale nie mogę mu tego zrobić w ten dzień...


 * Oczami Kuby*


Odkąd odebrałem Darka z płyty, zmieniliśmy całkowicie plany i nasze nastawienie...
Mieliśmy być w moim domu ale przechodząc usłyszeliśmy głośne dźwięki muzyki dobiegające z naszego ulubionego pub'u/kawiarni.
Właśnie tam się poznaliśmy, to miejsce budzi tyle wspomnień i emocji.

Bez słów spojrzeliśmy na siebie i niemalże pobiegliśmy do otwartych drzwi .
Uderzył nam znany zapach pieczonych bananów z lodami, Darek uważnie przyglądał się wnętrzu i miłej atmosferze panującej tu .
Zajęliśmy 'nasze' miejsca przy oknie, po chwili przyszła zabiegana kelnerka o świetnym uśmiechu.
- Witam, co będzie dla panów ?-zapytała wyjmując swój malutki różowy notesik i długopis.

- Banany na ciepło.-odparłem wpatrując się w jej twarz.
-Bananowy romans razy dwa ? - zapytała po czym wybuchła niezwykle uroczym śmiechem.
- Zgadza się...- wybełkotał Darek chichocząc.
- 5 minut i będzie.- oznajmiła znikając między zatłoczonymi stolikami.
- Czuję się jakbym tu był wieki temu...-wyszeptał Darek, dotykając mojej dłoni pod stolikiem.
- To niesamowite, to miejsce dało mi Ciebie...- odparłem patrząc w jego rozszerzone źrenice.
- To miejsce jest częścią nas ...- dodał ściskając moją dłoń.
Nastała cisza...,to nie była niezręczna cisza to był czas kiedy próbowaliśmy nacieszyć się byciem razem.
Nasz piękny moment ciszy przerwał dźwięk tłuczącego się talerza.

Momentalnie oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę dochodzącego dźwięku.
- O Mój Boże, nic Ci nie jest ?- zapytał Darek zrywając się z krzesła i podnosząc kelnerką brudną z naszego 'bananowego romansu'.
- Nie, nie wszystko w porządku. Tylko wasz deser...- powiedziała z wyraźnym zmartwieniem.
- Ohh przestań, poczekamy a ty leć zamówić następne porcje.- powiedział podnosząc ją i dyskretnie jej mrugając.
- Bo zrobię się zazdrosny.-zażartowałem.
- Hahahaha ,sam przyznasz że jak na dziewczynę całkiem-całkiem.-powiedział z dziwnym podtekstem w głosie.
Zignorowałem to wpatrując się w stół, moje myśli zajęła teraz Ola.
Jej rodzice często się kłócili, widziałem dzisiaj jej matkę zapłakaną rano w sklepie, ciekawe czy teraz jest szczęśliwa ...
Z rozmyślań wybił mnie pomruk Darka :
- Mmmmm , wygląda pysznie.
A ty jeszcze lepiej...-powiedział nie słyszalnym głosem.

  •