wtorek, 11 listopada 2014

ROZDZIAŁ 2

* Z perspektywy Oli *

Spokojne dźwięki Lany Del Rey - 'Young and beautiful' koiły mój strach .
Niestety zbliżałam się do domu...
Czułam jak coś kującego podchodzi mi pod gardło. Każdy krok zbliżał mnie do domu.
To jest tragiczne, moi znajomi niemal że biegli do domu ciesząc się , że mogą odpocząć. U mnie było zupełnie inaczej- odpoczywałam w szkole , w domu próbowałam przeżyć.
Nienawidzę tego , nienawidzę ich. Nie miałam żadnego wsparcia, rodzice uważali że mnie ich awantury nie dotyczą, mój brat który jako jedyny mnie rozumiał olał mnie ... Stwierdził że ma 25 lat i swoje życie. Nie przejmuje się tym , woli iść do znajomych, na imprezę albo do dziewczyny.
W trakcie awantury nie radziłam sobie psychicznie, to nie była przesada, którą wszyscy mi tak usilnie wmawiali. Każda koleżanka, 'przyjaciółka' będąca w moim domu raz na tydzień, miesiąc stwierdzała , że mam w domu zarąbiście a moi rodzice są  w sobie zakochani i spokojni .
To były POZORY !
Nikt nie widział tego piekła jakie ja przeżywałam, nikt nie słyszał tych krzyków, przekleństw, rzucania przedmiotami i przemocy .
Bałam się , wiele razy kiedy byli ' spokojni ' próbowałam im to powiedzieć. Kończyło  krzykiem i awanturą. Podsumowanie było proste :
- Jesteś 18-letnią gówniarą, masz wszystko co chcesz : dom nad głową, firmowe ciuchy i wszystkie podstawowe i ponad podstawowe warunki życia. Jakie ty możesz mieć problemy ?!
A mogę ...


 ***

Stanęłam pod domem, wydałam z siebie cichy histeryczny śmiech. Drzwi były zamknięte a w uszach miałam słuchawki mimo to słyszałam agresywny ryk moich rodziców. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ojca szarpiącego mamę za ramiona . Łza spłynęła mi po policzku .
- Puszczaj ją! Chory jesteś ?- wrzasnęłam.
- Zamknij mordę i wypier***** z tąd gówniaro.- krzyczał wypychając mnie za drzwi .
Krzyknęłam na całe gardło w zamian za co on z całej siły uderzył mnie w policzek mówiąc :
- Jesteś taka jak twoja matka. Nienawidzę was obu !
Po tych słowach trzasną drzwiami i przekręcił klucz .
Dotknęłam ręką pulsującego policzka :
- To ja Cię nienawidzę !- krzyczałam aż mój głos ochrypł .
Słyszałam stłumione jęki :
'puszczaj mnie' i przekleństwa .
W takich sytuacjach uciekałam z domu. Nie miałam zamiaru siedzieć w domu, rodzice zawsze mi zakazywali wychodzenia. Chyba uwielbiali jak siedziałam i trzęsłam się ze strachu.
Teraz miałam to szczęście i nie szczęście że mogłam iść gdzie chce ,ale z drugiej strony jutro wyjeżdżam i muszę się spakować i im powiedzieć.
Trudno, boję się o mamę ale ja też muszę w końcu odpocząć i żyć normalnie . Tak bardzo cieszę się, że jutro wyjeżdżam...
   Z torbą na ramieniu ruszyłam przed siebie, nie miałam pojęcia gdzie pójść. Od dłuższego czasu Kuba namawiał mnie żebym wyprowadziła się z tego chorego domu. Obiecywał mnie że zawsze mogę liczyć na niego i jego mieszkanie .
Najchętniej zadzwoniłabym do niego i wypłakała mu się ale nie mogę mu tego zrobić w ten dzień...


 * Oczami Kuby*


Odkąd odebrałem Darka z płyty, zmieniliśmy całkowicie plany i nasze nastawienie...
Mieliśmy być w moim domu ale przechodząc usłyszeliśmy głośne dźwięki muzyki dobiegające z naszego ulubionego pub'u/kawiarni.
Właśnie tam się poznaliśmy, to miejsce budzi tyle wspomnień i emocji.

Bez słów spojrzeliśmy na siebie i niemalże pobiegliśmy do otwartych drzwi .
Uderzył nam znany zapach pieczonych bananów z lodami, Darek uważnie przyglądał się wnętrzu i miłej atmosferze panującej tu .
Zajęliśmy 'nasze' miejsca przy oknie, po chwili przyszła zabiegana kelnerka o świetnym uśmiechu.
- Witam, co będzie dla panów ?-zapytała wyjmując swój malutki różowy notesik i długopis.

- Banany na ciepło.-odparłem wpatrując się w jej twarz.
-Bananowy romans razy dwa ? - zapytała po czym wybuchła niezwykle uroczym śmiechem.
- Zgadza się...- wybełkotał Darek chichocząc.
- 5 minut i będzie.- oznajmiła znikając między zatłoczonymi stolikami.
- Czuję się jakbym tu był wieki temu...-wyszeptał Darek, dotykając mojej dłoni pod stolikiem.
- To niesamowite, to miejsce dało mi Ciebie...- odparłem patrząc w jego rozszerzone źrenice.
- To miejsce jest częścią nas ...- dodał ściskając moją dłoń.
Nastała cisza...,to nie była niezręczna cisza to był czas kiedy próbowaliśmy nacieszyć się byciem razem.
Nasz piękny moment ciszy przerwał dźwięk tłuczącego się talerza.

Momentalnie oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę dochodzącego dźwięku.
- O Mój Boże, nic Ci nie jest ?- zapytał Darek zrywając się z krzesła i podnosząc kelnerką brudną z naszego 'bananowego romansu'.
- Nie, nie wszystko w porządku. Tylko wasz deser...- powiedziała z wyraźnym zmartwieniem.
- Ohh przestań, poczekamy a ty leć zamówić następne porcje.- powiedział podnosząc ją i dyskretnie jej mrugając.
- Bo zrobię się zazdrosny.-zażartowałem.
- Hahahaha ,sam przyznasz że jak na dziewczynę całkiem-całkiem.-powiedział z dziwnym podtekstem w głosie.
Zignorowałem to wpatrując się w stół, moje myśli zajęła teraz Ola.
Jej rodzice często się kłócili, widziałem dzisiaj jej matkę zapłakaną rano w sklepie, ciekawe czy teraz jest szczęśliwa ...
Z rozmyślań wybił mnie pomruk Darka :
- Mmmmm , wygląda pysznie.
A ty jeszcze lepiej...-powiedział nie słyszalnym głosem.

  •  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz