* Oczami Oli *
Nie wiedziałam co się dzieje... to było nie realne ,jego dłonie głaskały moje plecy ,jeszcze kilka sekund a jego usta złączą się z moimi.
Czułam jak robi mi się ciepło i słabo. Nie chciałam żeby to robił.
Jego usta delikatnie musnęły moją wargę, jego oczy były zamknięte.
Nie mogłam dalej na to pozwolić , był moim przyjacielem i na dodatek GEJEM.
Jak oparzona odskoczyłam od niego i zerwałam się z łóżka. Narzuciłam na plecy torbę wybiegłam z mieszkania.
Zbiegałam po schodach, słyszałam za sobą głos Kuby :
- Ola!
Kiedy znalazłam się przed blokiem, poczułam ulgę . Miałam ochotę zakopać się pod kołdrę i zasnąć, niestety nie mogłam wrócić na razie do domu. Dochodziła północ, musiał gdzieś spędzić noc.
Ostatecznie zdecydowałam, że spędzę noc w domku na drzewie który zbudowali mi rodzice kiedy miałam 10 lat. Co prawda domek znajdował się na moim ogródku ale tam czułam się bezpiecznie.
***
Dochodziłam do domu, otworzyłam lekko skrzypiącą bramkę i przemknęłam koło domu. Światła były pogaszone a wokół panowała zupełna cisza. Włączyłam latarkę w telefonie i w drapałam się po drabince z liny na drewnianą konstrukcję .
Wbrew pozorom domek na drzewie był zadbany i solidny :
Drabinka prowadząca na jego szczyt była bardzo długa, domek był co 3 lata malowany i konserwowany, na zimę rodzice zawsze szczelnie przykrywali go grubą folią aby warunki pogodowe i zwierzęta nie zniszczyły go.
Na szczęście zbliżały się wakacje a nocy były bardzo ciepłe, położyłam plecak pod ścianką i położyłam się na ziemi, było tu na tyle miejsca że mogły by tu leżeć jeszcze 2 osoby, pod głowę położyłam rękę a nogi podciągnęłam pod brzuch. Powoli zasypiałam...
***
Obudziło mnie wibrowanie telefonu. Pewnie mama - pomyślałam, przeciągając się,było strasznie ciepło, promienie słońca wpadały przez malutkie okienko. Oparłam plecy o ścianę i odblokowałam telefon. To nie była mama ...
Kuba dzwonił 9 razy i napisał 4 wiadomości.
Nie miałam siły ani ochoty widzieć się z nim, to nie było fair z mojej strony ale chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć i ochłonąć.
Zablokowałam telefon, zrzuciłam plecak przez okno i zaczęłam schodzić po drabince.
Ptaki głośno śpiewały a słońce ogrzewało soczyście zieloną trawę. Przechodząc obok domu przez okno balkonowe widziałam rodziców w kuchni wyraźnie czymś rozbawionych. Oni są chorzy... -pomyślałam czując pulsujący ból głowy.
Otworzyłam drzwi wejściowe i zdjęłam buty w przed pokoju.
- Ola ?- usłyszałam przyjazny głos mamy dobiegający z salonu.
- Tak ?- zapytałam idąc w jej stronę.
Od razu przywitał mnie Cordis,liżąc moją twarz.
- Dziecko gdzie ty się podziewałaś ?- zapytała z troską w głosie.
- No jak zawsze u koleżanki byłam.
- Jesteś pewnie głodna ?- zapytała krzątając się przy garnkach.
- Nie.- odparłam skrobiąc psiaka za uchem.
- Popatrz jak ty wyglądasz, zobaczysz skończysz w szpitalu.- powiedziała mierząc mnie wzrokiem.
- Mamo...- zaczęłam.
- Nie ma dyskusji , proszę się ogarnąć i przyjść do nas na śniadanie. Mamy z tatą dla Ciebie nowinę.- powiedziała z entuzjazmem.
- Taa.-wymamrotałam szeptem.
-Mówiłaś coś ?- zapytała .
- Nie nic.- odparłam idąc do swojego pokoju.
* Z perspektywy Carmen *
Obudził mnie irytujący dźwięk alarmu w telefonie.
Byłam wykończona, dzisiaj znowu śnił mi się dom dziecka.
Pamiętam jak byłam traktowana , twarze otaczające mnie tam na co dzień . Takich wspomnień nie da się wymazać.
Powoli zsunęłam się z łóżka i ubrałam kapcie.
Wynajmowałam mieszkanie razem z dwoma starszymi koleżankami. One studiowały więc praktycznie ciągle ich nie było w domu, tak jak dzisiaj.
Zwlokłam się do kuchni,na blacie kuchennym leżały 2 kubki i 2 talerze z resztkami jedzenia.
Musiały bardzo się śpieszyć , nigdy nie zostawiają po sobie naczyń.- pomyślałam zmywając ich talerze i kubki.
Dochodziła 10.30 musiałam się pośpieszyć o 15.00 zaczynałam pracę a musiałam zrobić jeszcze zakupy.
Wyjęłam z lodówki mleko a z szafki moje ulubione płatki i miseczkę.
Nasypałam odrobinę płatków i zalałam je mlekiem. Usiadłam przy oknie i zaczęłam przeglądać INSTAGRAMA jedząc śniadanie.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz