sobota, 22 listopada 2014

ROZDZIAŁ 4

* Oczami Carmen *

- No biegnij !- krzyknęłam, kolejny raz popychając go.
- Niech idzie w cholerę ! - bełkotał Darek uwieszając się na mnie.
- Weź mnie zostaw i idź za nim, jeszcze go dogonisz.- powiedziałam zdenerwowanym głosem.
- Nigdzie nie idę, mam już dosyć tego frajera. Rocznice se chłopak wymyślił ...- mamrotał rozbawionym głosem.
- Jak możesz...- powiedziałam, w tym samym momencie Darek wyciągnął ręce w moją stronę a ja odskoczyłam w drugą stronę.
Runął na ziemię..., nie był to moment do śmiechu ale ledwo się powstrzymałam.
- Kurwa ! - zaczął przeklinać dosyć głośno.
Badawczym wzrokiem spojrzałam na niego i ruszyłam w drugą stronę .
- Wracaj tu ! Jeszcze nie skończyłem!- wydzierał się ochrypłym głosem, próbując wstać.
Nie powinnam go zostawiać w takim stanie pijanego, nie powinnam dopuścić do tej całej sytuacji. Jeżeli wszystko nie wróci do normy to sobie tego nie wybaczę...- pomyślałam obracając się za siebie ostatni raz.


* Z perspektywy Oli *

Panowała żałobna cisza, z każdą sekundą czułam że jest coraz gorzej, słyszałam niespokojny zmęczony oddech Kuby.

Krew na jego pięści zaschła, oczy miał przepełnione łzami ale ani jedna z nich nie wypłynęła.
Doszliśmy do jego bloku przed którym się zatrzymał.
- Kuba...-zaczęłam łamiącym się głosem a on gwałtownie ruszył w moją stronę i wtulił się w moje ramiona. 

Delikatnie pogładziłam jego włosy czując łzy na moim swetrze i szyi.
- Już dobrze.-wyszeptałam jak do małego dziecka.
-Popatrz do czego to wszystko doprowadziło- powiedziałam dotykając jego zranionej pięści.
- Chcesz się wykończyć?- zapytałam spoglądając w jego wilgotne oczy.
Nie wydusił z siebie ani słowa...,po długiej chwili wypuścił mnie z uścisku a ja objęłam go w pasie i ruszyłam w stronę jego klatki i  piętra.
Wygrzebał z kieszeni kilka kluczy i otworzył dom, w środku jak zawsze panował ład i porządek, nawet można by  stwierdzić że dzisiaj było tutaj jeszcze czyściej niż zwykle.
Kuby ruszył w stronę łazienki a ja zaczęłam rozglądać się po domu.
Dosyć dawno tutaj nie byłam, ostatnimi czasy spotykaliśmy się u mnie albo przesiadywaliśmy na opuszczonym dworcu.
Weszłam do sypialni, pierwsze co rzuciło się w oczy to czarny bukiet róż leżący na białej pościeli.
Podniosłam je i powąchałam, w tym samym momencie do pokoju wszedł Kuba a ja upuściłam je na ziemię.

- Proszę możesz je wyrzucić?-zapytał smutnym opanowanym głosem.
-Oczywiście...- odparłam idąc otwierając okno i wyrzucając je jak najdalej .
- Nie tak dosłownie...- mruknął a na jego twarzy przez kilka sekund widniał uśmiech.
- Co z ręką?-zapytałam.
- Zmyłem z niej krew.-powiedział siadając na łóżku.
- Będę musiała to odkazić i w ogóle.- powiedziałam idąc po apteczkę.
Po krótkiej chwili wróciłam z wodą utlenioną, plastrami ,bandażem , watą i chusteczkami  .
- Daj spokój, nie mam 5 lat nic mi nie jest.- mruczał.
- Wolisz jechać do szpitala?-zapytałam siadając po turecku naprzeciwko niego i ostrożnie podnosząc jego dłoń.
Kiedy z bliska zobaczyłam jego ranę po skórze przeszedł mi nie przyjemny dreszcz.
Odkręciłam wodę utlenioną i spojrzałam w jego oczy wpatrujące się we mnie, wiedziałam że zaboli go gdy to poleję. Musiałam to zrobić..., powoli wylałam kilka kropel obserwując jego reakcję.
Zaczęłam wyjmować chusteczkę aby otrzeć nadmiar wody, kiedy on wyjął z mojej dłoni chusteczkę i przybliżył moje ciało  do swojego.
Czułam jego ciepły oddech i wpatrywałam się w jego oczy, jego ręce i dłonie oplotły moją talię . Jego twarz była coraz bliżej, dzieliło nas kilka centymetrów...

2 komentarze:

  1. Skończyłaś w takim momencie ? ;C Ej nooo <3 pisssszzz ! <3 Czeaakm

    OdpowiedzUsuń